sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 4

Iza pov*


Przebudziło mnie poranne światło, świecące mi prosto w twarz. Na mojej twarzy pojawił sie grymas, ponieważ chciałabym pospać jeszcze dłużej. Ziewnęłam i otworzyłam oczy. Podniosłam głowę i zamrugałam kilka razy żeby wyostrzyć spojrzenie, po czym rozejrzałam się i zauważyłam że nie byłam w salonie Justina tylko w jego pokoju a pamiętam że zasnęłam w salonie przy filmie. Przeniosłam wzrok na Justina który trzymał mnie w mocnym uścisku, a ja leżałam na jego klatce piersiowej. Nie to żeby mi sie to nie podobało, ale cholera ja znam go tylko zaledwie kilka dni. Ale w sumie nie przeszkadzało mi to że znam go tylko kilka dni, wydaje mis ie że go trochę lubię. Tak jest zamkniętym, zadumanym w sobie dupkiem ale potrafi tez być miły i opiekuńczy, moim zdaniem. Położyłam głowę z powrotem na jego klatkę piersiową, wpatrując się w chłopaka. Miał idealne włosy nawet jak były w nieładzie, idealny nos, długie rzęsy, gęste męskie brwi, cudowne malinowe usta, oraz seksowną szczękę. On na prawdę był bardzo przystojny i gorący. Ugh, jak można być tak idealnym?! Zauważyłam lekki zarost na jego szczęce. Sama nie wiem dlaczego ale podniosłam ręki i pogłaskałam go po jego zaroście. Tak wiem, jestem dziwna, ale męski zarost na prawdę mnie kręci. Justin  Zmarszczył lekko nos po czym otworzył leciutko oczy. Zabrałam szybko rękę czując się niezręcznie w tej sytuacji. Justin lekko zachichotał i otworzył szerzej oczy, wpatrując się we mnie.
-Obczajałaś mnie.
Powiedział z rozbawieniem w głosie.
-w cale nie.
odpowiedziałam szybko. Po czym zaczęłam wiercić sie w jego uścisku aby sie uwolnić ale ten tylko wzmocnił swój uścisk.
-Nie idź jeszcze.
powiedział jęczącym głosem jak dziecko.
Pokręciłam głową.
-Justin jest już..
popatrzyłam na zegarek stojący na szafce nocnej koło jego łóżka.
-jedenasta.
dokończyłam.
-Musisz mnie odwieźć do domu. Moja mama na pewno już zdążyła powiadomić FBI żeby mnie szukali. A mnie zabije jak tylko przyjadę do domu.
Powiedziałam poważnym głosem, ale Bieber tylko sie roześmiał z całych sił.
-Ja mówię poważnie Justin.
Warknęłam i uderzyłam go w pierś, ale on nawet nie zareagował. Hm, to go w ogóle nie bolało?
-Puść mnie i proszę odwieź mnie do domu.
Tym razem poprosiłam go z miną szczeniaczka.
-Och kochanie, puszcze cie tylko gdy dasz mi porannego buziaka.
Uśmiechną się złośliwie i nastawił policzek.
-Ugh. Nie pocałuje cie.
jęknęłam.
-Księżniczko to tylko niewinny pocałunek w policzek. A ja od razu będę miał lepszy start dnia.
uśmiechną sie szczerze. A ja sie zarumieniłam i schowałam twarz w jego klatce piersiowej. Jesteśmy dziwni, zachowujemy się jak byśmy znali sie od wieków. A tak nie jest.
-Nie. Justin, nie znam cie na tyle żeby obsypywać cie pocałunkami. Poza tym nawet nie wiem dlaczego z tobą spałam.
powiedziałam. Zbyt ostrym tonem.
Chłopakowi zszedł uśmiech z twarzy, a jego oczy pociemniały. Oh, proszę nie.
-Dlaczego musisz być taką wredną suką od początku dnia? Jeżeli nie pasuje ci przebywanie tu to po co w ogóle zostawałaś ?!
Wypuścił mnie z uścisku i wstał.
Ignorując fakt że był w samych bokserkach, też wstałam.
-Sam mnie prosiłeś żebym została na noc!
krzyknęłam do niego.
On podszedł do mnie szybkim krokiem i stał już przede mną. Skłamałabym gdybym powiedziała że nie bałam sie go. Jego oczy były teraz jak dwa węgle.
-Słuchaj Suko, nie nadużywaj mojej dobroci. Powinnaś mnie teraz całowaą po dupie za to że zaprosiłeś cie na noc i za to że w ogóle spałaś u mnie w łóżku!
wrzasną mi w twarz.
Ok. Wygrał. Ja nie będę sie tak bawić, ten człowiek jest chory przychicznie
-więc po co zapraszałeś do domu na noc sukę?
wyszeptałam. po czym ominęłam go i stanęłam koło drzwi.
-po prostu proszę cię żebyś odwiózł mnie do domu. Po tym nie będziesz miał mnie już więcej na głowie. Nie zobaczysz mnie nigdy więcej, i będzie po problemie.
Nie mogłam ukryć bólu w głosie. Byłam zraniona przez tyle osól że chyba dalsze obelgi to tylko mała adrenalinka oraz mały ból.
Wyszłam z domu i czekałam przy jego samochodzie.

Justin pov*



Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Znowu to zrobiłem, zraniłem kogoś. Ale nie, ona nie jest kimś. Ja na prawde ją lubię. Jest żywym wrzutem na dupie i potrafi mieć na prawde nie wyparzony język ale jak jestem przy niem to zapominam kim jestem. Jestem po prostu szczęśliwy. To musi coś oznaczać. Ona miała racje, nie powinienem jej zmuszać do pocałowania mnie. Przecież my sie kurwa znamy kilka dni. Ja pierdole. A ona teraz nie chce już się ze mną widzieć. Musze to naprawić. Szybko ubrałem sie w dresy, białą koszulkę na ramiączka i fullcap. Zszedłem szybko na dół biorąc kluczyki od samochodu i domu. Zamknąłem drzwi od domu i ruszyłem w kierunku Izy. Wiedziałem że zabolało ją to że nazwałem ją suką. Ale ja jestem Justin Bieber, nigdy nie poniżę się jakimiś przeprosinami że nazwałem ją tak jak sie zachowywała. Po prostu nie dam jej spokoju, nadal będę sie z nią spotykać, w szkole lub poza nią. Ale na pewno jej tak nie puszczę, bez kontaktu ze mną. Była dla mnie za bardzo wyjątkowa. Stanąłem przed samochodem, a Iza była tyłem do mnie. Podrapałem sie po karku po czym od kaszlnąłem. Wzdrygnęła sie lekko po czym odwróciła w moją stronę.
-Samochód jest otwarty.
oznajmiłem.
Dziewczyna nic nie odpowiadając wsiadła do samochodu. A ja od razu po niej.
Podróż minęła tylko na rozmowie gdzie mam skręcić. Nic więcej.
Gdy zatrzymaliśmy sie pod jej domem dziewczyna westchnęła i spojrzała na mnie.
-Słuchaj, przepraszam cie za dziś rano, miałes racje. Po prostu zapomnijmy o całym wczorajszym i dzisiejszym dniu. Ale dzięki za przenocowanie i film i w ogóle. I dzięki że mnie podwiozłeś. To do zobaczenia nigdy.
Powiedziała to tak szybko że prawie jej nie zrozumiałem. Już miała wysiadać ale złapałem ją za ramie i pociągnąłem znów na siedzenie.
-Spotkamy sie jutro?
zapytałem w nadzieją w oczach.
Iza przełknęła ślinę
-Ja.. ja..
zaczęłam się jąkać. i patrzeć na wszystko tylko nie na mnie
- ja pewnie będę miała karę. Ale.. widzieć sie w poniedziałek w szkole.
spojrzała mi w oczy. Zaśmiałem sie.
-Księżniczko. Zapomnijmy o tym co było rano i o tych nie miłych rzeczach ze wczoraj.
Westchnąłem.
-Podasz mi swój numer?
zapytałem. Zdezorientowana dziewczyna lekko przytaknęła i podała mi swój numer, który zapisałem na moim  iphonie.
- Moje zrobić ci zdjęcie?
zapytałem z uśmiechem.
-Ugh, wyglądam jak kawałek gówna ale jeżeli chcesz.
Jęknęła.
- Nie wyglądasz jak kawałek gówna, wyglądasz pięknie.
powiedziałem. Iza zarumieniła sie ale jednak uśmiechnęła sie i zapozowała do zdjęcia.
Zrobiłem jej zdjęcie. Wyglądałam naprawdę cudownie. Ale cholera, kiedy ta dziewczyna nie wygląda cudownie?!
-chcesz mój numer?
zapytałem jej. Dziewczyna potrząsnęła przecząco głową.
-Nie, zapisze sobie jak do mnie kiedyś napiszesz lub zadzwonisz. Ale chce zrobic ci zdjecie, moge?
zapytała niewinnie.
-Jasne.
odpowiedziałem. Zrobiłem swój uśmiech przy którym kolana lasek są jak z waty.
Zrobiła mi zdjęcie po czym przybliżyła sie i pocałowała mnie w policzek. Zdrętwiałem a nieznajome uczucie zawitało w soim brzuchu. Boże to jest świetne uczucie.
Uśmiechnęła sie i ja też odwzajemniłem uśmiech.
- Pa Justin.
pożegnała się.
-Do zobaczenia księżniczko.
ja również sie pożegnałem i posłałem jej oczko gdy dziewczyna zamykała drzwi do mojego samochodu. Obserwowałem ją gdy wchodzi do domu. Musiałem wiedzieć czy dojdzie nawet taki kawałek bezpiecznie. Spojrzałem na zdjęcie Izy w moim iphonie i przejechałem po nim palcem i uśmiechnąłem się. Ja pierdole zachowuje sie jak dziewczyny w tych babskich komediach romantycznych. Ochyda. Co sie ze mną dzieje? Mięknę. Kurwa, potrzebuje troche alkoholu we krwi. Jade do chłopaków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz