sobota, 30 listopada 2013

rozdział 6

Isa pov*

Cholera!
- Cześć.
odpowiedział.
Zrobiło sie bardzo niezręcznie. Powietrze wokół nas było bardzo gęste, aż sie dusiłam. Oczywiście Alexandra musiała mi wypaść z uścisku. Jestem w dupie. On mnie zabije.
-Umm.. pozwolisz że pójdę poszukać przyjaciółki.
spojrzałam za siebie a później znów na niego. Powoli zaczęłam sie wycofywać. Ale poczułam rękę łapiącą mój nadgarstek. A juz myślałam że zostawi mnie w spokoju. pieprzyć cie Alexandra, nigdy cie nie ma gdy musisz mnie uratowac z opresji.
- Zaczekaj. Wyjdźmy na zewnątrz musimy porozmawiać.
To było coś jak oznajmienie, a raczej rozkaz.
ok bałam sie.
Trzymał mnie mocno za nadgarstek i ciągnął w stronę wyjścia. Gdy znaleźliśmy sie na zewnątrz patrzyłam na wszystko tylko nie na niego. Byłam tak zażenowana! Boże pomóż!
-Myślałaś że jestem aż tak głupi?!
krzyknął. na co podskoczyłam.
Nie musiał już krzyczeć bo muzyka już tutaj nie przeszkadza w mówieniu normalnym tonem, i pewnie o tym wiedział.
- Posłuchaj mnie Justin, wiem że powinnam od razu cie spławić w tym samochodzie a nie bawić sie w wymyślanie numeru ale..
przełknęłam.
- Ale źle mnie potraktowałeś. Po prostu zapomnijmy o tym że w ogóle sie znamy.
Powiedziałam podnosząc wzrok na Justina.
Jego oczy w domu były ciemne jak mnie zobaczył, teraz jak by złagodniały. On był taki przystojny, boze do pomóż mi. Spojrzał na mnie z uniesioną jedną brwią.
- Ale przecież w samochodzie powiedziałaś że wszystko ok.. nie rozumiem..
pokręcił głową. i odwrócił ode mnie wzrok.
- Posłuchaj, moze i masz problemy psychiczne jak zachowanie spokoju czy coś, lub jestes bipolarny. Ale słuchaj, nie jesteśmy dla siebie ważni i nic dla siebie nie znaczymy. A ja nie chce zaczynać nawet znajomości z tobą. Wiem, źle zrobiłam z tym numerem. Ale teraz sie wyjaśniło. Więc po prostu idźmy w swoje strony.
Powiedziałam do chłopaka który na moje słowa zacisną pięści i szczękę.
Przeniósł na mnie wzrok. A ja widziałam w nich ból. Nie rozumiałam, uraziłam go tymi słowami?! Ale widząc to w jego oczach zrobiło mi sie naprawdę źle..

Justin Pov*

- Posłuchaj, moze i masz problemy psychiczne jak zachowanie spokoju czy coś, lub jestes bipolarny. Ale słuchaj, nie jesteśmy dla siebie ważni i nic dla siebie nie znaczymy. A ja nie chce zaczynać nawet znajomości z tobą. Wiem, źel zrobiłam z tym numerem. Ale teraz sie wyjaśniło. Więc po prostu idźmy w swoje strony.
Powiedziała dziewczyna.
Poczułem ból w moim sercu. Przypomniałem sobie jakim dupkiem jestem. Ona ma racje, jestem kawałkiem gówna który krzywdzi ludzi i nie potrafi utrzytmać znajomości nawet na 3 dni. Ma racje, jestem chory psychicznie. Jestem kurwa Justin Bieber, nie przejmuje sie słówkami które mówią do mnie ludzie. Ale te słowa.. z jej ust. zabolały. Spojrzałem na nią.
- masz racje.
wyszeptałem. odwróciłem sie od dziewczyny i po prostu odszedłem w inną strone. mam zamiar pobyć na chwile sam, musze gdzies pojechać.
- Justin, poczekaj !
krzyczała za mną dziewczyna ale ja zignorowałem.
Kopnąłem z całej siły kosz który stał przed domem po czym nadal kontynuowałem droge do mojego samochodu.
Wsiadłem do samochodu i uderzyłem kilka razy w kierownice.
Myślałem że ta dziewczyna jest inna, że zrozumie moje problemy. Ja pierdole Justin! Ona nawet nie zna twoich problemów, uważa cie za chorego psychicznie! mówiła mi podświadomość. Poza tym ona była za grzeczna żeby była blisko ciebie, chcesz zrujnować jej idealne życie i przelać to całe gówno też na nią bo jestes samolubny i jej pragniesz?! moja podświadomość krzyczała dalej.
Siedziałem sam w samochodzie mając zamknietę oczy i biorąc głębokie oddechy.
Nagle usłyszałem że ktoś otwiera drzwi od strony pasażera. Od razu spojrzałem w tamą stronę. Była to Isa. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
westchnęła
- Słuchaj, przepraszam nie miałam tego na myśli..
Spojrzała mi w oczy.
- Przeraziła mnie myśl nawet zadawania sie z tobą bo jesteś gangsterem, robisz nielegalne rzeczy Justin! To jest złe, ale..
przełknęła i kontynuowała.
- Ale ja spostrzegam cie inaczej, wiem ze prawie cie nie znam ale wydajesz sie dobrym chłopakiem.
Powiedziała.
Nie mogłem uwierzyć że ktos właśnie nazwał mnie dobrym chłopakiem. Zaśmiałem sie z tego co powiedziała.
- Isa, masz racje. Powinniśmy o sobie zapomnieć, że w ogóle sie spotkaliśmy. Nie jestem wcale ' dobrym chłopakiem '. Uwierz mi na słowo. Nie masz pojęcia do jakich rzeczy jestem zdolny.
powiedziałem spoglądając przed siebie.
- Ale Justin ja..
- Nie Isa, po prostu wyjdź w tej chwili.
rozkazałem jej.
Dziewczyna skojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Nie Bieber. Nie wysiąde, czy ci sie to podoba czy nie.
Powiedziała ostrym tonem i skrzyżowała ręce na piersi.
- Posłuchaj mnie, jeżeli ci mówie żebyś spierdalała to spierdalaj! Naucz sie słuchać dziwko!
Ryknąłem na nią.
Lecz ona nawet sie nie poruszyłam. Powoli moja krew zaczęła wrzeć, co za uparta suka.
- Słyszysz mnie w ogóle?!
krzyknąłem po raz drugi.
- Tak słysze cie doskonale, szczególnie teraz jak sie drzesz. po prostu przestań krzyczeć i być takim dupkiem i pojedźmy do ciebie, jesteś śpiaca.
Uniosłem do góry brwi.
Od kiedy ona była taka odważna?!
westchnąłem i odpaliłem samochód. Droga minęła w milczeniu. Nikt nic nie mówił.
Wysiedliśmy z samochodu gdy zaparkowałem w moim garażu i pokierowaliśmy sie do mojego mieszkania.
- Justin..
usłyszałem głos dziewczyny z salonu. Aktualnie byłem w kuchni wyciągając piwo z lodówki. Nie piłem na tej gównianej imprezie, chuj jeden wie co oni tak wlewali. Poszedłem do Jona czy jak mu tam na tą impreze tylko dlatego że nudziło mi sie samemu w domu a cały mój gang pojechał własnie an tą impreze, więc nie miałem wyboru.
- mhm ?
mruknąłem.
- chodź tutaj.
zawołała.
przewróciłem oczami i ruszyłem w strone salonu. Dziewczyna siedziała na kanapie i oglądała bóg wie co w TV. Spojrzała na mnie i poklepała miejsce obok siebie. To było dość dziwne że tak odważnie sie zachowywała. Ale byłem pewien że to alkohol. Usiadłem obok dziewczyny patrzac na nią tak jak ona na mnie. Zarumieniła sie i zachichotała.
- Co?
zapytałem rozbawiony jej zachowaniem.
- emm.. uhg.. bo ty jestes taki przystojny!
Wydobyła z siebie pijacki śmiech.
Oho, z tą dziewczyną jest bardzo źle. Oblizałem wargi i odłożyłem piwo na stoliku przy kanapie. Nachyliłem sie nad dziewczyną i pogłaskałem jej policzek. patrzyliśmy sobie w oczy, zacząłem sie powoli przybliżać do jej ust. Zauwazyłem że dziewczyna wydęła wargi i zamknęła oczy. Wybuchnąłem śmiechem i odchyliłem sie od dziewczyny. Isa pewnie wiedziała z czego sie śmieje bo walnęła mnie w ramię.
- Co cie tak bawi?
Syknęła.
- Ty księżniczko.
odpowiedziałem ocierając oczy z łez które były wywołane poprzez nadmiar śmiechu.
- Lecisz na mnie. Cholernie chciałaś zebym cie pocałował. Ale cholera Isa, wyglądasz dziś tak seksownie.
Zmieżyłem ją po raz setny dziś wzrokiem i po raz tysięczny oblizałem wargi. Ta dziewczyna jest nieziemsko seksowna. Była taka piękna, cudowne włosy a za takie ciało i takie kształty zabiłaby niejedna dziewczyna. Przez sukienkę jaką miała miałem idealny widok na jej piersi. Mój przyjaciel w bokserkach zaczął sie cieszyć przez widoki jakie miałem. Cholera! Spojrzałem znów na twarz dziewczyny, która była cała czerwona. Aww! ona sie rumieni. Zawstydzam ją. to takie słodkie. zakaszlałem sztucznie po czym znów przysunąłem sie do dziewczyny. Kurwa ona pachnie tak dobrze!
- moge cie pocałować?
wyszeptałem w jej wargi.
Dziewczyna przełknęła śline i powoli skinęła głową. Przyłożyłem swoje wargi do jej. Jej wargi były tak miekkie. Poczułem znów te cholerne motylki w brzuchu. Jej usta były tak zajebiście dobre. Naparłem bardziej na jej wargi nie będąc w stanie dlużej sie kontrolować. Moje dłonie odnalazły jej plecy i położyły ją lekko na kanapę. Isa nie opierała się, a wręcz przeciwnie chwyciła mnie za kark i przyciskała swoje usta jeszcze bardziej do mnie. jeździłem palcami po jej plecach oraz po udzie. polizałem jej dolną warge a dziewczyna z chęcią dała mi dostęp. Od razu wsunąłem swój język do jej ust. Nasze języki toczyły ze sobą walkę. Powietrze stało się gęste a temperatura wzrosła o kilka stopni. Nie chciałem tego przerywać, jej usta były jak niebo, czułem sie jak bym był w siódmym niebie. Dziewczyna włożyła dłonie za moją koszulkę, przejeżdżając palcami po każdym mięśniu na moim brzuchu. Zajęczałem w jej usta a Isa oderwała sie na sekunde żeby nabrać powietrza po czym sie w moje usta z jeszcze większą namiętnością. Wyjęła małe dłonie spod mojej koszulki i wplotła je w moje włosy i pociągnęła za ich końce. Czułem jak mój członek pulsuje. Chciałem ją. Wiedziałem że jest pod wpływem alkoholu. Ale cholera nie potrafie opisac jak bardzo ją teraz chce. Już miałem zdejmować jej sukienkę ale zadzwonił jej telefon. Dziewczyna oderwała sie ode mnie na co jęk niezadowolenia wyszedł z moich ust. Kurwa to był najlepszy pocałunek w moim życiu. Tak nieczysto seksowna. Boże. Szepnęła do mnie ciche przepraszam na co ja skinąłem głową że nic sie nie stało i żeby odebrała. Spojrzałem na moje spodnie gdzie formował sie namiot. Ja pierdole. Wykorzystałem sytuacje że dziewczyna rozmawia przez telefon i poszedłem do łazienki załatwić swój mały a raczej duży problem.

rozdział 5

Isa pov*

Minął już tydzień od mojego ostatniego spotkania z Bieberem. Ostatni raz widziałam go wtedy gdy podwiózł mnie do domu. Założę się że próbował się ze mną skontaktować ale.. ups. Tak przez czysty przypadek podałam mu wymyślony numer. Jakim dupkiem można być żeby potraktować tak dziewczynę! Ugh! nienawidzę go. Tak wiem pocałowałam go, ale szczerze powiedziawszy chciałam tego. To był niewinny pocałunek w policzek Ale myślałam o nim dość dużo. Mogłabym go nawet polubić gdyby nie był takim bipolarnym skurwysynem. Przez chłopakiem udało mi sie jakoś ukryć w szkole, chociaż wiem że sie o mnie pytał. Pewnie jest na mnie wściekły, no bo przeciez która dziewczyna spławia samego Justina Biebera? Oh cóż, jakos będzie musiał sie pogodzić z porażką. Przez ten tydzień dowiedziałam się na jego temat dość dużo. Wiem że sypia prawie z każda dziewczyną którą napotka, podobno jest głową najgroźniejszego gangu w mieście. Wiedziałam że zabijał ludzi, mówił mi to w tamten wieczór. Przeraziło mnie to ale wobec mnie był inny, miły, przynajmniej czasami. To przerażające że nie wiedziałam że sypia z każdą dziewczyną, to obrzydliwe. Przecież mógł mnie zgwałcić lub bóg wie co. Jestem sobą rozczarowana. Nie pasuje do niego nawet jako znajoma.  A co do sprawy z powrotem do domu po nocy u Justina- dostałam szlaban na tydzień. Szczerze myślałam że będzie gorzej. Jakoś przetrwałam moją karę, dziś juz idę spotkać sie w Starbuck'sie z Alexandrą. Weszłam do pomieszczenia które było pełne ludzi ale nie było tutaj zbyt głośno, uwielbiałam to w tym miejscu. Każdy tu rozmawiał po cichu, tak żeby nikomu nie przeszkadzać. Nie jak w Mcdonald'sie lub innych fastfoodach. Masakra. Rozejrzałam sie dookoła i od razu zauważyłam dziewczyne popijającą kawę oraz z włosami spięte w koński kucyk. Uśmiechnęłam się i podeszłam szybkim krokiem do dziewczyny. Przytuliłam ją do tyłu na co dziewczyna podskoczyła i pisnęła. Zachichotałam sama do siebie i puściłam dziewczynę. Usiadłam na przeciw niej.
-Co tam Alexi?
Zapytałam jej zauważając już stojącą dla mnie kawę,  pewnie wcześniej zamówiła dla mnie Alexi. Wiedziała jaką kawę pije zawsze. W sumie wiedziała o mnie wszystko, tak jak ja o niej.
-Wszystko w porządku. Nareszcie już piątek.
uśmiechnęła sie do mnie.
- A co tam u ciebie?
Zapytała.
- U mnie też w porządku.
Od powiedziałam szczerze.
- A jak sprawy z Bieberem? Jak to w ogóle możliwe że cie szukał a nie wpadł na to żeby zajrzeć na lekcje chemii. Paranoja.
Zaśmiała sie i pokręciła głową, gdy ja zdejmowałam z siebie mój płaszcz i powiesiłam go na krześle na którym miałam usiadłam.
Ja również zachichotałam.
-No cóż, trzeba być Justinem. Poza tym ciesze sie że jeszcze na to nie wpadł, żeby mnie tam szukać. Chociaż masz racje, to całkiem dziwne że nie wpadł na ten pomysł. Po pierwsze on wie że chodzę z nim na chemie i to jeszcze siedzę z nim w ławce. I tak w ogóle to są jego obowiązkowe lekcje! A on zjawił sie na nich tylko raz. Ale właściwie to chyba już przestał mnie szukać. Całe szczęście.
Ponownie sie zaśmiałam, przechylając kubeczek kawy aby sie z niego napić.
- No tak.
przytaknęła Alexsandra.
Siedziałyśmy tam jakąś godzinę rozmawiając o wszystkim i o niczym. Spojrzałam na zegarek który wskazywał już siódmą. a ze względu na to że rodzice jeszcze nie dali mi spokoju z tamtą nocą to musze wracać do domu o ósmej trzydzieści. Żenujące.
- Ok, Alexi ja musze iść już do domu. wiesz jacy są moi rodzice.
powiedziałam troche znudzonym tonem.
- Tak, wiem. rozumiem.
odpowiedziała. przytakując.
- Ale mam dla ciebie propozycję.
Powiedziała uśmiechając sie łobuzersko.
Oho, to nie brzmi dobrze.
Skinęłam głową pokazując jej żeby kontynuowała.
- Dziś jest impreza u Jocha. Tego chłopaka który jest tak popularny w szkole. I tak myslałam że byśmy mogły..
- Nie, nie, nie.
przerwałam jej.
- Przecież wiesz że moi rodzice mnie nie puszczą.
powiedziałam.
- To powiedz ze bedziesz spać u mnie. No prosze Isa, zaszalejmy dziś. Jesteś młoda, piękna no i na pewno przyda ci sie jakaś impreza. Dalej no.
Westchnęłam.
- No ok.
powiedziałam na co dziewczyna pisnęła i klasnęła w dłonie jak jakiś plastik, chociaż nim nie była. Daleko jej do plastiku. Ale czasem nie rozumiałam entuzjazmu tej dziewczyny. Na prawdę chciałam iść na tą imprezę, zabawić sie jak nastolatka. Pokręciłam głową z rozbawieniem i wyjęłam mojego iphona wykręcając telefon do mamy. Odebrała po trzech sygnałach.
- Słucham skarbie?
powiedziała mama.
- Cześć mamo. umm.. Moge dziś spać u Alexandry?
spytałam sie jej.
- Kochanie. Az tak się za nią stęskniłaś? przecież widujecie sie w szkole.
powiedziała rozbawiona.
- Umm.. Tak no ale widzisz.. to są tylko przerwy. Więc tak, stęskniłam sie za nią. To jak mogę?
Zapytałam z nadzieją w głosie.
Westchnęła.
- Ok, ale przyjdź po ubrania do domu. Ja musze kończyć kochanie, nie będzie mnie w domu jak przyjdziesz zapewnie jak i taty. Więc baw sie dobrze i zadzwoń do mnie rano.
powiedziała.
- Dobrze, dziękuje mamo. Pa kocham cie.
powiedziałam podekscytowana.
- Pa, tez kocham.
Powiedziała po czym sie rozłączyła.
- I?
Zapytała Alexandra z obiema rękami na ustach.
- Zgodziła się, i jeszcze lepiej bo wraca późno do domu, więc moge iść do siebie ubrać sie na tą impreze.
powiedziałam uśmiechając sie. Dziewczyna wstała z miejsca i podskoczyła w miejscu.
- Taak!
krzyknęła głośno. Każdy sie na nią spojrzał ale ona zignorowała te spojrzenia.
- To pójdziemy pierwsze do ciebie sie przyszykować. Ja szczerze powiedziawszy żeczy na impreze mam w torbie. Wiedziałam że pójdziesz.
poklepała torbę która zwisała jej z ramienia i mrugnęła do mnie. Zachichotałam z jej zachowania. Wyszłyśmy z pomieszczenia na dwór gdzie było już dośc chłodno więc założyłam na siebie kremowy płaszcz i razem z Alexandra pokierowałyśmy sie do mnie.

Stałam przed lustrem poprawiając jeszcze swoje włosy i makijaż. Wyglądałam dobrze ale zdecydowanie nie będę malować sie tak codziennie. Miałam dość mocno podkreślone oczy eyelinerem, tuszem oraz zrobione dość ciemno powieki. Nałożony podkład który idealnie pasował do mojej latynoskiej karnacji, puder który podkreślał moje kości policzkowe no i czerwono-wiśniowe usta. Przyznam że malowałam się tak bardzo pierwszy raz. Moje włosy były naturalnie falowane oraz sięgały mi do połowy pleców. W sumie z włosami nic specjalnego nie robiłam po prostu je rozczesałam oraz podniosłam troche do góry u nasady włosa, żeby nie były oklapnięte. Popryskałam trochę lakierem, żeby zostały w takiej pozycji jakie są teraz. Miałam na sobie tak zwaną małą czarną. Nie była bardzo 'dziwkowa', odkrywała tyle mojego ciała ile powinna. Czyli odkrywała troche dekoldu, sięgała mi do połowy ud, była obcisła oraz nie miała żadnych ramiączek. Perfekcyjna. Założyłam specjalny stanik bez ramiączek do sukienki oraz czerwone czerwono-wiśniowe obcasy pasujące do koloru moich ust. No cóż, wyglądałam troche jak te dziewczyny które ubierają sie tak do szkoły, ale to chyba nie grzech ubrać sie tak tylko na imprezy. Przynajmniej ja tak sądzę. Wyszłam z łazienki obkręcając sie przed Alexandrą.
- Kurwa, laska. Każdy chłopak bedzie sie ślinił na twój widok. Ugh. Jestem generalnie zazdrosna o twoje ciało i urodę.
skrzyżowała ręce na piersi. Chciała udawac złą ale uśmieszek wkradający sie na jej twarz ją zdradził.
- Przestań Alexi jesteś piękna. Nie musisz mi niczego zazdrościć. No i przesadzasz nie wygladam aż tak bardzo oszałamiająco, po prostu nie widziałam mnie nigdy w takim wydaniu dlatego tak mówisz. Ale dziękuje ty tez wyglądasz cudnie.
powiedziałam biorąc swoją skórzaną kurtkę. Spojrzałam jeszcze raz na dziewczynę, była ubrana w biała sukienke trochę która była obcisła, korąkowa i na ramiączka oraz też sięgała jej do połowy nóg. Jej oczy były pomalowane na odcień srebrny a usta miała lekko różowe a włosy lokowane. Teraz miała włosy jak Alyson Michalka w lokach, dosłownie!
- Dobra dziewczyno. Idziemy na imprezę.
powiedziała. Dziewczyna skinęła głową.
Wzięłam też jakieś ubrania i szczoteczkę do zębów, ponieważ będę u niej spać oraz i tak nie pokaże sie jutro rodzicą w tej sukience. Alexi mieszkała już sama, szczęściara. Alexandry dom był nie daleko, pięć minut zajmuje mi pokonanie drogi ode mnie do niej. Musiałyśmy zajść do niej po jej samochód, ponieważ Josh mieszkał dość daleko. Tak, Alexi miała już prawo jazdy. Po drodze śmiałyśmy sie oraz gadałyśmy o róznych rzeczach. Dotarłysmy do jej domu odrazu wsiadając do samochodu i jadąc na imprezę. Gdy dziewczyna zaparkowała wysiadłyśmy z samochodu kierując sie do domu z którego dobiegała głośna muzyka. weszłyśmy do pomieszczenia nie pókając. Od razu powitał nas juz troche pijany Josh.
- Ooo! Cześć Isa i Alexandra! Miło was widzieć!
Krzyczał do nas, ponieważ muzyka umożliwiała mówienie normalnym tonem.
Uśmiechnęłyśmy się i skinęłyśmy do niego głową.
- Ide po drinki. Zaraz przyjdę.
Oznajmiła alexi.
Postanowiłam ze dziś pierwszy raz w życiu próbuje alkoholu. Będę bawić sie na całego. Chociaż czułam sie całkiem nie swojo. Pokierowałam sie do salonu a Josh podążał za mną prawiąc mi przez cały czas komplementy. Było miło usłyszeć komplementy od chłopaka który jest tak popularny i którego każda dziewczyna pragnie. Oczywiście cały czas sie rumieniłam. Ugh! nienawidzę się rumienić.
- Ok Josh, idę znaleźć Alexandre.
oznajmiłam mu na co on przytakną i poszedł w inną strone domu.
Błąkałam sie po ogromnym domu przeciskając sie przez tłum ludzi. Nigdzie nie mogłam znaleźć Alexandry! Cholera. Ile można iśc po drinki?! Czułam na sobie każdy wzrok chłopaka koło którego przeszłam ale ignorowałam ich. Rozejrzałam sie w okół a moje oczy napotkały Alexi chodząca z dwoma kubkami i rozgladająca sie po domu. Co za dziewczyna. Podeszłam do niej.
- Tutaj jesteś!
powiedziała.
- tak tutaj.
odpowiedziałam śmiejąc sie.
- prosze o to twój drink, na zdrowie.
powiedziała głośno i pochyliła kubek aby napić sie alkoholu. Złapałam głęboki oddech i zrobiłam tak samo jak dziewczyna. Wypiłam od razu całą zawartość. Na mojej twarzy pojawił sie grymas.
- Ło dziewczyno, powoli bo jeszcze mi sie upijesz.
zachichotała alexandra. a ja wzięłam drugiego drinka od ludzi którzy robili drinki.
- Idziemy potańczyć.
oznajmiłam jej i złapałam ją za rękę oraz wypijając łyk wódki z colą.
Szłam tak szybko i tak szybko zadziałam na mnie alkohol że nie kontrolowałam gdzie ide. Wpadłam na kogoś. Ała! cholera! przetarłam moje ramie którym uderzyłam kogos w plecy. Mogłabym przysiąc że człowiek byl ze skały. Powoli spojrzałam wyrzej i zauważyłam że chłopak sie odrwaca do mnie przodem.
Chłopak wpatrywał sie we mnie przez długi czas, mogłabym powiedziec że mierzył każdy centymetr mojego ciała. Oblizał wargi i spojrzał mi w oczy.
NIE! TO NIE MOŻE BYĆ ON! KURWA!
- O kogo my tu mamy?
zapytał chłopak z jadem i rozbawieniem w głosie.
- Cześć.. Justin.

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 4

Iza pov*


Przebudziło mnie poranne światło, świecące mi prosto w twarz. Na mojej twarzy pojawił sie grymas, ponieważ chciałabym pospać jeszcze dłużej. Ziewnęłam i otworzyłam oczy. Podniosłam głowę i zamrugałam kilka razy żeby wyostrzyć spojrzenie, po czym rozejrzałam się i zauważyłam że nie byłam w salonie Justina tylko w jego pokoju a pamiętam że zasnęłam w salonie przy filmie. Przeniosłam wzrok na Justina który trzymał mnie w mocnym uścisku, a ja leżałam na jego klatce piersiowej. Nie to żeby mi sie to nie podobało, ale cholera ja znam go tylko zaledwie kilka dni. Ale w sumie nie przeszkadzało mi to że znam go tylko kilka dni, wydaje mis ie że go trochę lubię. Tak jest zamkniętym, zadumanym w sobie dupkiem ale potrafi tez być miły i opiekuńczy, moim zdaniem. Położyłam głowę z powrotem na jego klatkę piersiową, wpatrując się w chłopaka. Miał idealne włosy nawet jak były w nieładzie, idealny nos, długie rzęsy, gęste męskie brwi, cudowne malinowe usta, oraz seksowną szczękę. On na prawdę był bardzo przystojny i gorący. Ugh, jak można być tak idealnym?! Zauważyłam lekki zarost na jego szczęce. Sama nie wiem dlaczego ale podniosłam ręki i pogłaskałam go po jego zaroście. Tak wiem, jestem dziwna, ale męski zarost na prawdę mnie kręci. Justin  Zmarszczył lekko nos po czym otworzył leciutko oczy. Zabrałam szybko rękę czując się niezręcznie w tej sytuacji. Justin lekko zachichotał i otworzył szerzej oczy, wpatrując się we mnie.
-Obczajałaś mnie.
Powiedział z rozbawieniem w głosie.
-w cale nie.
odpowiedziałam szybko. Po czym zaczęłam wiercić sie w jego uścisku aby sie uwolnić ale ten tylko wzmocnił swój uścisk.
-Nie idź jeszcze.
powiedział jęczącym głosem jak dziecko.
Pokręciłam głową.
-Justin jest już..
popatrzyłam na zegarek stojący na szafce nocnej koło jego łóżka.
-jedenasta.
dokończyłam.
-Musisz mnie odwieźć do domu. Moja mama na pewno już zdążyła powiadomić FBI żeby mnie szukali. A mnie zabije jak tylko przyjadę do domu.
Powiedziałam poważnym głosem, ale Bieber tylko sie roześmiał z całych sił.
-Ja mówię poważnie Justin.
Warknęłam i uderzyłam go w pierś, ale on nawet nie zareagował. Hm, to go w ogóle nie bolało?
-Puść mnie i proszę odwieź mnie do domu.
Tym razem poprosiłam go z miną szczeniaczka.
-Och kochanie, puszcze cie tylko gdy dasz mi porannego buziaka.
Uśmiechną się złośliwie i nastawił policzek.
-Ugh. Nie pocałuje cie.
jęknęłam.
-Księżniczko to tylko niewinny pocałunek w policzek. A ja od razu będę miał lepszy start dnia.
uśmiechną sie szczerze. A ja sie zarumieniłam i schowałam twarz w jego klatce piersiowej. Jesteśmy dziwni, zachowujemy się jak byśmy znali sie od wieków. A tak nie jest.
-Nie. Justin, nie znam cie na tyle żeby obsypywać cie pocałunkami. Poza tym nawet nie wiem dlaczego z tobą spałam.
powiedziałam. Zbyt ostrym tonem.
Chłopakowi zszedł uśmiech z twarzy, a jego oczy pociemniały. Oh, proszę nie.
-Dlaczego musisz być taką wredną suką od początku dnia? Jeżeli nie pasuje ci przebywanie tu to po co w ogóle zostawałaś ?!
Wypuścił mnie z uścisku i wstał.
Ignorując fakt że był w samych bokserkach, też wstałam.
-Sam mnie prosiłeś żebym została na noc!
krzyknęłam do niego.
On podszedł do mnie szybkim krokiem i stał już przede mną. Skłamałabym gdybym powiedziała że nie bałam sie go. Jego oczy były teraz jak dwa węgle.
-Słuchaj Suko, nie nadużywaj mojej dobroci. Powinnaś mnie teraz całowaą po dupie za to że zaprosiłeś cie na noc i za to że w ogóle spałaś u mnie w łóżku!
wrzasną mi w twarz.
Ok. Wygrał. Ja nie będę sie tak bawić, ten człowiek jest chory przychicznie
-więc po co zapraszałeś do domu na noc sukę?
wyszeptałam. po czym ominęłam go i stanęłam koło drzwi.
-po prostu proszę cię żebyś odwiózł mnie do domu. Po tym nie będziesz miał mnie już więcej na głowie. Nie zobaczysz mnie nigdy więcej, i będzie po problemie.
Nie mogłam ukryć bólu w głosie. Byłam zraniona przez tyle osól że chyba dalsze obelgi to tylko mała adrenalinka oraz mały ból.
Wyszłam z domu i czekałam przy jego samochodzie.

Justin pov*



Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Znowu to zrobiłem, zraniłem kogoś. Ale nie, ona nie jest kimś. Ja na prawde ją lubię. Jest żywym wrzutem na dupie i potrafi mieć na prawde nie wyparzony język ale jak jestem przy niem to zapominam kim jestem. Jestem po prostu szczęśliwy. To musi coś oznaczać. Ona miała racje, nie powinienem jej zmuszać do pocałowania mnie. Przecież my sie kurwa znamy kilka dni. Ja pierdole. A ona teraz nie chce już się ze mną widzieć. Musze to naprawić. Szybko ubrałem sie w dresy, białą koszulkę na ramiączka i fullcap. Zszedłem szybko na dół biorąc kluczyki od samochodu i domu. Zamknąłem drzwi od domu i ruszyłem w kierunku Izy. Wiedziałem że zabolało ją to że nazwałem ją suką. Ale ja jestem Justin Bieber, nigdy nie poniżę się jakimiś przeprosinami że nazwałem ją tak jak sie zachowywała. Po prostu nie dam jej spokoju, nadal będę sie z nią spotykać, w szkole lub poza nią. Ale na pewno jej tak nie puszczę, bez kontaktu ze mną. Była dla mnie za bardzo wyjątkowa. Stanąłem przed samochodem, a Iza była tyłem do mnie. Podrapałem sie po karku po czym od kaszlnąłem. Wzdrygnęła sie lekko po czym odwróciła w moją stronę.
-Samochód jest otwarty.
oznajmiłem.
Dziewczyna nic nie odpowiadając wsiadła do samochodu. A ja od razu po niej.
Podróż minęła tylko na rozmowie gdzie mam skręcić. Nic więcej.
Gdy zatrzymaliśmy sie pod jej domem dziewczyna westchnęła i spojrzała na mnie.
-Słuchaj, przepraszam cie za dziś rano, miałes racje. Po prostu zapomnijmy o całym wczorajszym i dzisiejszym dniu. Ale dzięki za przenocowanie i film i w ogóle. I dzięki że mnie podwiozłeś. To do zobaczenia nigdy.
Powiedziała to tak szybko że prawie jej nie zrozumiałem. Już miała wysiadać ale złapałem ją za ramie i pociągnąłem znów na siedzenie.
-Spotkamy sie jutro?
zapytałem w nadzieją w oczach.
Iza przełknęła ślinę
-Ja.. ja..
zaczęłam się jąkać. i patrzeć na wszystko tylko nie na mnie
- ja pewnie będę miała karę. Ale.. widzieć sie w poniedziałek w szkole.
spojrzała mi w oczy. Zaśmiałem sie.
-Księżniczko. Zapomnijmy o tym co było rano i o tych nie miłych rzeczach ze wczoraj.
Westchnąłem.
-Podasz mi swój numer?
zapytałem. Zdezorientowana dziewczyna lekko przytaknęła i podała mi swój numer, który zapisałem na moim  iphonie.
- Moje zrobić ci zdjęcie?
zapytałem z uśmiechem.
-Ugh, wyglądam jak kawałek gówna ale jeżeli chcesz.
Jęknęła.
- Nie wyglądasz jak kawałek gówna, wyglądasz pięknie.
powiedziałem. Iza zarumieniła sie ale jednak uśmiechnęła sie i zapozowała do zdjęcia.
Zrobiłem jej zdjęcie. Wyglądałam naprawdę cudownie. Ale cholera, kiedy ta dziewczyna nie wygląda cudownie?!
-chcesz mój numer?
zapytałem jej. Dziewczyna potrząsnęła przecząco głową.
-Nie, zapisze sobie jak do mnie kiedyś napiszesz lub zadzwonisz. Ale chce zrobic ci zdjecie, moge?
zapytała niewinnie.
-Jasne.
odpowiedziałem. Zrobiłem swój uśmiech przy którym kolana lasek są jak z waty.
Zrobiła mi zdjęcie po czym przybliżyła sie i pocałowała mnie w policzek. Zdrętwiałem a nieznajome uczucie zawitało w soim brzuchu. Boże to jest świetne uczucie.
Uśmiechnęła sie i ja też odwzajemniłem uśmiech.
- Pa Justin.
pożegnała się.
-Do zobaczenia księżniczko.
ja również sie pożegnałem i posłałem jej oczko gdy dziewczyna zamykała drzwi do mojego samochodu. Obserwowałem ją gdy wchodzi do domu. Musiałem wiedzieć czy dojdzie nawet taki kawałek bezpiecznie. Spojrzałem na zdjęcie Izy w moim iphonie i przejechałem po nim palcem i uśmiechnąłem się. Ja pierdole zachowuje sie jak dziewczyny w tych babskich komediach romantycznych. Ochyda. Co sie ze mną dzieje? Mięknę. Kurwa, potrzebuje troche alkoholu we krwi. Jade do chłopaków.

KONTYNUACJA

Cześć kochani ! 
Tutaj znowu ja :) Pewnie mnie znienawidziliście lub w ogóle zapomnieliście o tym blogu ( Jeżeli w ogóle ktoś to czytał ). Ale Miałam BARDZO dużo na głowie, no i oczywiście wakacje w które byłam z dala od internetu :P Więc Przepraszam was za to że tak BARDZO długo nie było nowego rozdziału ale od dziś już regularnie będę dodawać rozdziały :D PRZEPRASZAM WAS JESZCZE RAZ BARDZO MOCNO <3